sobota, 22 czerwca 2013

Ocenianie na podstawie ocen

O 19 zaczął się koncert u mnie w mieście nad jeziorem. Nosi on nazwę (mam nadzieję, że się nie pomylę): "Beach Party". Jednym z artystów którzy mają wystąpić będzie Maja Hyży, którą poznaliście w "X Factorze". Dochód z tego koncertu pójdzie na leczenie jakieś dziewczynki, jeśli dobrze pamiętam. Nie idę. Nie chcę mi się, to nie dla mnie. Nie lubię głośnych, hucznych koncertów.

Czasem jest tak, że oceniamy kogoś na podstawie jego ocen w szkole, zresztą dorośli też. Czasami nawet częściej od nas samych. Ktoś ma same słabe oceny - o! ten to musi być rozrabiaka. A jeśli jest odwrotnie - z nim musisz się zakolegować, to na pewno wzorowy uczeń. Przez takie ocenianie można łatwo się pomylić. Nie każdy, przecież kto ma same jedynki i dwóje jest zły i nie zależy mu na szkole. Niektórym po prostu trudno przychodzi nauka lub szybko zapominają. Nie każdy przeczyta książkę, pouczy się z kilka godzin i już umie. Jest też rodzina i jej problemy. Jeśli ktoś ma trudną sytuacje w domu, to możliwe, że to się odbija na jego nauce, chociaż bardzo pragnąłby, żeby było lepiej. Takim osobą można postarać się jakoś pomóc, jeśli oczywiście życzą sobie tego, bo nic na siłę lepiej nie robić. No, i też pozostają te osoby co na serio wisi im przedmiot i szkoła. W ogóle się nie uczą, choć by mogli. Nic im w tym nie przeszkadza. Robią to na złość rodzicom, bądź nauczycielom. Ale tak naprawdę robią to sobie, w końcu to oni będę powtarzać tą samą klasę, a nie nauczyciel. Aha! Są też przedmioty, które po prostu nie przypadną człowiekowi np. taka fizyka (nie chcę nikogo straszyć!). Jeśli ktoś nie skapnie się o co w tym chodzi, jest humanistą, a nauczyciel jeszcze nie jest skory do pomagania, bo dla niego jest wszystko jasne, to rozumie się, że to się wszystko odbija. Np. taka ja. Uczę się na chemii i fizyki, ale po prostu mi ona jakoś nie wchodzi. Od nauczyciela też dużo zależy. Moim zdaniem powinien zrozumieć ucznia. Patrzeć na jego możliwości i chęci, a nie tylko na oceny. 
Dobzi uczniowie nie muszą być wcale fajni w zachowaniu. Spotyka się przecież, czasami takich co w dzienniku same wzorowe oceny i na lekcjach, a zaraz na przerwie przeklinają wulgarnie i różne takie rzeczy robią jakby to nie oni. Trudno w takie coś uwierzyć, prawda? Już bardziej uwierzymy, że słaby uczeń jest grzeczny, niż, że wzorowy to "uliczniak". Oprócz takich, są też ci przykładni, co słówko nie pisnął na nauczyciela. Zawsze umieją więcej, niż program oczekuje. Bardzo często to szóstkowi uczniowie, zwani potocznie "kujonami" są nie lubiani. Nikt chyba nie lubi gdy ktoś się wybija w grupie ponad normę. Zazdrość. Inni uczą się np. tydzień na sprawdzian i dostaną 3, a ten tylko parę dni i 6. Złość wtedy wszystkich zżera, że nie ma co. Ale zdaję mi się, że tak jest w takich klasach co normalną oceną jest trzy lub cztery, w takich bardzo słabych. Bo w tych wyżej tak bardzo ten "kujon" nie jest widoczny. Zależy też od osoby. Czy jest miła, koleżeńska, czy oschła, wywyższająca się. Jeśli pokaże, że jest normalnym człowiekiem, który ma po prostu talent do nauki, to ma większe szanse do zaakceptowania, niż ta co ciągle się uczy. Bez przesady! Trzeba czasem się oderwać od książek, spotkać się z kumplami, czy co innego porobić. ALE, przecież nie we wszystkim jest wzorowy uczeń idealny, musi mieć jakiś słaby punkt. Pamiętajmy o tym, za nim zaczniemy rozpaczać, że jesteśmy beznadziejni, bo ten jest świetny we wszystkim, wszystko umie. W mojej klasie np. ten uczeń nie umie rysować. :) LECZ nie powinniśmy mu tego wytykać.
Podsumowania raczej nie muszę pisać. Chociaż... może? Nie, już pisałam to w jakimś poście, że nie powinniśmy oceniać kogoś na podstawie czegoś, a nie jego charakteru i osobowości.


7 komentarzy:

  1. Nigdy nie oceniałam osób po ich ocenach w szkole :) Nawet to o tym czy są inteligentni nie świadczy, bo to oznacza tylko ile ktoś czasu stracił na naukę, która i tak w 90% mu się nie przyda w życiu.
    Ja mam 2 z fizyki, bo tej kobiecie zawsze jest za mało. Nie ważne ile bym się uczyła to i tak najwyżej ze spr dostanę 2.
    Z chemii nie umiem dobrze żadnej reakcji napisać a mam 4 bo nauczycielka olewa sobie przedmiot :D
    Mam kolegę, który uczy się bardzo dobrze i jest normalny, da się z nim pogadać, pożartować na ogniskach nawet wypić. W stosunku do nauczycieli to raczej jej taki czepliwy, lubi się odezwać zażartować wyrazić swoje zdanie :) Ale za to drugi kolega który też się dobrze uczy jest taki spokojny że czasem zapominam że jest w klasie :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy post! Myślę, że tu nie chodzi o to, że ktoś jest "kujonem", bo wiele osób ma wysoką średnią, ale o lizustwo. Wiele osób mam lepsze oceny właśnie dzięki przymilaniu się nauczycielom. Takie osoby są straszne denerwujące!
    Też uważam, że wiele zależy od nauczyciela, ponieważ powinien on zachęcać i co najważniejsze wytłumaczyć jeśli ktoś czegoś nie rozumie. Niestety wiele nauczycieli powie coś raz i już uważa, że każdy wszystko umie. -.-

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja nawet nie wiem, jakie moi koledzy mają oceny. xd

    OdpowiedzUsuń
  4. Hmm raczej nie zdarzyło mi się ocenić kogoś po jego stopniach. Chociaż może... w sumie jestem człowiekiem, więc raczej na pewno mi się to przytrafiło, nawet nieświadomie... :o

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooo!! Widzę że czytasz teraz tę samą książkę co ja!!! :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo mądra notka

    OdpowiedzUsuń

Jeśli masz zamiar zrobić tylko reklamę swojego bloga to lepiej nie komentuj.
Wszystkie reklamy będą usuwane.
Jeśli piszesz z anonimowego konta - podpisz się!
Jesteś na blogu? Skomentuj!
Dziękuję za komentarz!