Coraz
bliżej końca pierwszego semestru. I co za tym idzie wystawianie
ocen z przedmiotów na półrocze. :-/ Większość osób nie lubi
tego okresu. Nauczyciele mówią proponowane oceny, rodzice się
czepiają, że taka ocena, a nie lepsza. Hm, głupie to ostatnie.
Przecież to dziecko się uczy w szkole, a nie rodzic. Jeśli
uczniowi nie przeszkadzają jakieś oceny to jego sprawa. A nie mamy
cz taty. W rzeczywistości jest tak, że rodzice jęczą i wymuszają
na dziecku jakieś oceny lub średnie. Nie powinno tak być. Jeśli
komuś zależy na wyższej ocenie to się przyłoży, podpyta
nauczyciela co ma zrobić na wyższą ocenę. Zresztą własny sukces
dla siebie bardziej cieszy i uszczęśliwia, niż taki dla kogoś.
Pierwszy
semestr jest chyba zawsze najgorszy. Krótki czas. W czwartej klasie
i w pierwszej klasie gimnazjum czy liceum trudno trochę przestawić
się na inny tok uczenia się. Nie wiem jak z liceum, ale w gimnazjum
jest na serio niezły przeskok. W szóstej klasie ktoś zapamiętywał
z lekcji i to mu wystarczyło, nie tak często kartkówki. A tu
gimnazjum – uczenie się z lekcji na lekcję, ciągle kartkówki
najczęściej nie zapowiedziane. Za nim to się wszystko ogarnie to
można załapać kilka tych złych ocen. A później trudno to
nadrobić. Rodzice powinni być bardziej wyrozumiali, zwłaszcza w
takich klasach i w pierwszym semestrze.
Jeszcze
są oceny z zachowania. Z tym... jest mniejszy problem niż z tymi z
przedmiotu. Tutaj na serio nie ma nic trudnego. Wystarczy być
grzecznym i nie podpaść nauczycielowi.
No,
chyba, że się trafiło na nie fair nauczyciela, to wtedy jest
większy problem. U mnie tak jest z księdzem, który uczy religii.
Słyszałam o tym tylko od dziewczyn, bo jestem na razie chora i nie
ma mnie w szkole. Powiedział, że ja rzekomo gadam z koleżanką z
ławki i dał mi 4 z zachowania na religii. Śmieszne. Ogólnie to ja
w ogóle z nią nie gadam i jestem cicho na tych nudnych lekcjach.
No, może czasami gadałam z dziewczyną która siedzi w pierwszej
ławce (ja w drugiej), ale nie z tą z ławki. Ale najlepsze jest to,
że o tej mojej sąsiadce z ławki powiedział, że „jest grzeczną
dziewczynką” i dał jej 5. Yhm. Nie ogarniam tego. Na szczęście
któraś tam z dziewczyn przypomniała księdzu co mówił o mnie. I
zamiast jej poprawić ocenę to dodał jej minusika. Jezu! Co za
sprawiedliwość! Jak gadam niby z kimś, to druga strona też jest
winna. No, do ściany nie gadam.
Mam
nadzieję, że poprawi którąś stronę.
nowy blog? :) rzeczywiście, zgadzam się z Tobą w sprawie z tym księdzem. To niepsrawiedliwe!!
OdpowiedzUsuńaniadziennik.blogspot.com
U nas w ocenach z zachowania nie liczy się tylko być grzecznym. My, żeby mieć szóstkę musimy także zmieniać buty, mieć dobry stosunek do przedmiotu, angażować się w życie szkoły i klasy, itp.
OdpowiedzUsuńFajnie, że się przeniosłaś! Ja oczywiście będę tutaj wchodzić! Mam tylko pytanie. Czy tą nagrodę z konkursu to mam ci przesłaś, czy nie?
Tak, masz.
UsuńU mnie tak samo jak u Natal2000 :(
OdpowiedzUsuńNo u nas w ogóle 6 prawie nie ma. A z butami to wszystkim wisi zmiana.
Usuń